Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tomasz Jastrun. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tomasz Jastrun. Pokaż wszystkie posty

piątek, 11 października 2013

Zapiski z dna - Jak zaniknąć?

"(…) W naszych czasach społeczeństwo zostało tak humanitarnie urządzone, że zaniknąć jest prawie niepodobieństwem. Zawsze gdzieś nieboraka wygrzebią, wyłowią,  wystukają  z betonu,  a marnym  szczątkom zbadają DNA. Tylko nieliczni szczęśliwcy nikną na amen, zwykle jednak ktoś im w tym pomaga. Jak zaniknąć samemu? Zaniknąć tak, aby nie był możliwy pogrzeb, zniknąć skutecznie, kiedy ma się tak mało sił jak ja, który nie mam siły, by skutecznie istnieć... Wtedy wykluł mi się pewien pomysł. Do jego realizacji potrzebny był Młotek. I znacznie więcej sił niż posiadałem. Wiedziałem  jednak,  że  po  dniach  strasznych  przyjdą  lepsze  lub  przynajmniej znośne. Czy na pewno? W celebrowaniu planów własnego samobójstwa jest zawsze nadzienie kabotyństwa. 
Usiadłem przy biurku, wziąłem głęboki oddech i tak oto zacząłem pisać  swoją  Ostatnią  Wolę.  Pismo  rwało  się  kapryśne  i nieposłuszne, jakbym pisał na rozkołysanym statku. Nie wiedziałem, jak dobrać słowa, żeby  ten  dokument  nie  brzmiał  błazeńsko.  Gdy  oddaje  się  życie  za sprawę, chociaż obecnie nawet to zostało skompromitowane, gdy poświęca się je, by ocalić innych, każde proste słowo brzmi dobrze. A ja, zabijam się, ponieważ życie mnie za bardzo boli, zepsuło się i gnije we mnie.  Kto  mi  uwierzy,  że  bez  wyraźnego  powodu  aż  tak  boli  dusza, że ciało samo chce się od niej odciąć.
Jak ciężko jest ładnie umrzeć, deliberowałem przygnieciony problemami,  jakie  niesie  samobójstwo.  Pozornie  nic  prostszego,  wszystkie składniki są pod ręką, przede wszystkim sam obiekt, czyli ja. Problem, że  ofiara  jest  zbyt  blisko  kata,  a nadal  ma  w sobie  instynkt  życia,  jak szczury, króliki i dżdżownice. I nagle jest za mało przestrzeni, by zrobić zamach na siebie. Zacząłem pisać:
 "Córeczko  kochana,  kochany  synku -  rozpłakałem  się  na  myśl, jak bardzo ich kocham.  - Tak mi smutno i przykro, gdy już wiecie, że mnie nie ma. Nie bójcie się, nie ma w tym nic złego. Odszedłem sam, z własnej  woli,  tak  będzie  lepiej  dla  mnie  i dla  was.  Postanowiłem z a n i k n ą ć,   nie ma mnie wśród żywych, to pewne. Przykro mi ze względu na prawne komplikacje, jakie mogły z tego wyniknąć. Moje mieszkanie, oszczędności (po konsultacji z dobrym prawnikiem przepisałem na was, chyba zrobiłem to sprawiedliwie). Zresztą pamiętam, że zawsze potrafiliście się ze sobą dogadać nawet w trudnych sytuacjach. Pewne sumy przeznaczyłem innym moim bliskim, a też przyjaciółkom, Krystynie i Beacie, których nie znacie, a wobec których mam pewne zobowiązania.
Mam  nadzieję,  że  nikt  nigdy  nie  odnajdzie  moich  szczątków,  więc pogrzeb nie będzie możliwy - niechęć do pogrzebów to u nas, jak wiecie, tradycja rodzinna. Urządźcie symboliczne pożegnanie z dużą ilością wina, zamówiłem 40 butelek Bordeaux 96. Stoją w mojej piwnicy.
Najtrudniej  było  mi  dzielić  obrazy,  jak  wiecie,  mam  kilka  cennych, zrobiłem to wedle waszych gustów i wartości prac. Tu też pewnie łatwo się  porozumiecie.  Piszę  o rzeczach  materialnych niechętnie  - przygniatają nas miałkością, czuję ulotność rzeczy, nonsens ich gromadzenia i kolekcjonowania, jedyne, co warto zbierać, to czułe myśli. I więcej nic. Chyba mnie rozumiecie, jestem nawet pewien, że tak"."

Fragment "Rzeki podziemnej" autorstwa Tomasza Jastruna. Powieść ta jest zapisem prawdziwej walki osoby cierpiącej na depresję. Jeśli chcesz poznać inne historie osób, które wygrały z depresją, zajrzyj na portal Wemenders.com

piątek, 20 września 2013

Zapiski z dna - Jak można tak bardzo pragnąć śmierci...?

"Jak można tak bardzo pragnąć śmierci i jednocześnie tak bardzo się jej bać? Kropką pod tym znakiem zapytania mogłaby być gwiazda polarna. Przez  kosmos  mojego  pokoju  przefrunął  owad,  malutki  statek powietrzny.  Jemu  też  zazdrościłem  krótkiego,  bez  problemów,  życia. Niezapłacone  rachunki  wysunęły  jadowite  kolce.  Bankomat  na  sąsiedniej ulicy, do którego nie mogłem dojść, prześwietlał moje mieszkanie niebieskim światłem. Pomidor, który zgnił w misce na kuchennym stole, wskazywał mi drogę  - chodź ze mną - szeptał zielono-żółtą pleśnią.

To wszystko mnie dotyczy, właśnie mnie, a nie kogoś innego, ja tak cierpieć, właśnie ja i tylko ja jestem prawdziwą publicznością dla swojego nieszczęścia, inni nie rozumieją nic. Toczą wartko swoje życie, jak ty kiedyś toczyłeś swoją kulkę, nie wiedząc nawet, jaki z ciebie jest szczęśliwy gnojny żuk. Teraz leżysz na grzbiecie i przebierasz nogami.

W moim mieszkaniu uschły wszystkie rośliny, byłem pewien, stało się to jednego dnia, ale to chyba niemożliwe? Pojęcia możliwe - niemożliwe, zbliżyły się do siebie niemożliwie.
Od kilku dni nie widziałem Świrka. Snując się po mieszkaniu, nadepnąłem na ogon, który wystawał spod sekretery. Czemu nie wrzasnął? Wyciągnąłem kota. Nie pachniał myszą, pachniał trupem. Był martwy. Nie  miałem  siły  na  żal,  a tym  bardziej  na  pogrzeb.  Martwy  kot  waży dużo więcej niż żywy. Z trudem wsunąłem go w plastikową torbę i wsadziłem do zamrażarki.
Nazajutrz  obudziłem  się  z myślą  o śmierci  kota.  Świrek  umarł,  bo przecież nie zdechł, pewnie nie wytrzymał mojej biedy. To była tragedia, a jednak nie czułem rozpaczy, tylko wielki niepokój, że nie czuję rozpaczy.

Jak to możliwe, że przegapiłem dwa święta - Zmarłych i Wigilię. Tylko udawałem, że przegapiam. Zaduszki były moim świętem, nie mogłem jednak pojechać na cmentarz, żyłem już na cmentarzu. A przed Wigilią wpadłem w taki dół, że już tylko w nim leżałem, marząc, by ktoś mnie w końcu zakopał. „Bóg się rodzi, moc truchleje.” O tak  -  powtarzałem,  chodząc  tam  i z powrotem  po  mieszkaniu - ogień krzepnie, moc truchleje - nie da się tego lepiej powiedzieć. Ja też krzepnę i truchleję.

„To jest koniec, synku, chłopie, stary satyrze, to jest twój koniec, nie do wiary, że tak głupio się kończysz” gadałem sam do siebie, wstając z łóżka i podchodząc do komputera, by zapisać te właśnie słowa, po czym na powrót kładłem się, naciągając kołdrę na głowę. I w tej malutkiej chwili kładzenia się, gdzieś między jeszcze chłodnym prześcieradłem a moimi pośladkami, odnajdywałem ledwie dotykalny moment przyjemności, ziarenko w odmętach cierpienia.

Kilka dni temu odnalazłem „Sokratesa”, rezydował na półce w łazience, jak tam trafił? Coraz częściej nie pamiętałem, że coś robiłem. Nie ucieszyłem się, ale też nie zmartwiłem, nawet „Sokrates” mi zobojętniał. Tego dnia połączyłbym się zapewne z „Sokratesem”, ale nie mogłem. Z powodu much. Było ich kilka w moim mieszkaniu. Wiedziałem bardzo mało na temat śmierci, tyle co nic, człowiek ucieka od śmierci, ale byłem świadom, jaki stosunek do śmierci mają muchy. Najpierw zaczną składać  jajeczka  w moich  oczach,  w ustach,  w nosie.  Gdybym  był kobietą, dobrałyby się do mojej pochwy. Mogłem uznać, że nic mnie to już nie będzie obchodzić. Ale nawet w swojej ostateczności myślałem o bliskich i o dalekich, którzy mnie znajdą. A też o pogrzebie, o tych wszystkich niesłychanie ponurych formalnościach i obrządkach. O wahaniach  rodziny,  czy  wbrew  mojej  woli  zrobić  pogrzeb  katolicki,  by nieco ocieplić ten kawał pogrzebowej mrożonki. Sytuacja stała się nie do zniesienia, nie potrafiłem przestać myśleć o okropnościach, jakie moja śmierć przyniesie bliskim."


Fragment "Rzeki podziemnej" autorstwa Tomasza Jastruna. Powieść ta jest zapisem prawdziwej walki osoby cierpiącej na depresję. Jeśli chcesz poznać inne historie osób, które wygrały z depresją, zajrzyj na portal wemenders.com

czwartek, 8 sierpnia 2013

Zapiski z dna - Kara depresji

"(...)
Radzenie  sobie  z życiem  bywa  podobne  do  gniecenia  orzechów w dłoni - zawsze znajdzie się jakiś twardy, o który rozgniecie się bardziej miękki, ale przy kolejnej próbie twardy też pęka, gdyż trafił na twardszego. Aż w końcu masz w dłoni dwa orzechy równie twarde. Są jak kamienie. Nie rozgnieciesz ich.

Kogo nie dotknęła godzina D, ten nie wie, co to jest heroizm życia. Zanim powstały obozy koncentracyjne, te małe były już w nas. Pierwszy  opisany  przypadek  ciężkiej  depresji  to  Hiob.  W tej  pieśni  nad pieśniami  bólu  wszystko  jest  prawdziwe  oprócz  szczęśliwego  zakończenia. Aż kłuje w oczy, że ten fragment został nieporadnie dopisany, by horror zwieńczyć happy endem, w stylu biblijnego Hollywood. Ale ja całą moją wynędzniałą duszą jestem za tym szczęśliwym zakończeniem, też w mojej okrutnej baśni.

Żadne  zwierzę,  żadna  żywa  istota  nie  męczy  się  tak,  jak  człowiek, gdyż tylko my mamy wyobraźnię, która sięga rdzenia wszechświata.

Twarz skurczyła mi się, a końce ust w wyrazie rozpaczy pobiegły do dołu. Oczy straciły blask. Własna twarz wydawała mi się obca. W kącikach ust ktoś mi bliski siedział skulony i płakał.

(…)

W godzinie D każdy jest tylko małą mięsną kulką, unoszoną przez mroczne kosmiczne prądy. Kulką o czułych oczach, gdy mięsień serca tłoczy krew, aby podtrzymać życie.

Zdarzały  się  dni,  kiedy  zmieniałem  się  w fabrykę  chemikaliów. W organizmie następował przełom, niekoniecznie na lepsze. Na ciele wyskakiwały  mi  wrzody,  zajady  sięgały  niemal  uszu,  zaczynałem śmierdzieć  chemią.  Mój  organizm  oczyszczał  się  z toksyn  leków, a może z toksyn depresji lub z jednego i drugiego? Oczyszczał się, by zaraz dać się zatruć. Śmierdziałem. Też ze strachu. Zrozumiałem trafność powiedzenia „śmierdzący tchórz”. Byłem podszyty tchórzem. Ja, bohater, który heroicznie walczy ze swą słabością, przez siły wyższe zostałem podszyty tchórzem. Oto los człowieczy.
Dlaczego nigdy nie zadawałem sobie pytania, które tak łatwo zadają sobie ci, na których spadło nieszczęście? Dlaczego właśnie ja? Znałem odpowiedź. A dlaczego właśnie nie ja? Czy nie kryło się za tym przekonanie, że głęboko zasłużyłem sobie na to, co mnie spotkało. Jeśli będzie jeszcze gorzej, to też na to zasłużyłem. Jestem bezgranicznie zasłużony.

Winnych ciężkich zbrodni nie powinno się skazywać na karę dożywocia, a tym bardziej na karę śmieci. Jedynie kara depresji jest odpowiednia. Problem, że uznano by to za wskrzeszenie tortur bardziej okrutnych niż te, które aplikowano w przeszłości, gdyż tortur wieloletnich.
Zamieniłbym  się  z każdym  więźniem  i oddał  mu  swoją  „wolność” w wyimaginowanej przez mój mózg stalowej, kolczastej klatce depresji, by żyć w tej klatce więziennej prawdziwej."

Fragment "Rzeki podziemnej" autorstwa Tomasza Jastruna. Powieść ta jest zapisem prawdziwej walki osoby cierpiącej na depresję. Jeśli chcesz poznać inne historie osób, które wygrały z depresją, zajrzyj na portal wemenders.com 

wtorek, 14 maja 2013

Zapiski z dna - Drapieżnik

"(...)
Bałem się lustra. Jeśli czułem się tak strasznie, to jak strasznie musiałem wyglądać. Ciekawość jest naszym grzechem szczególnie upartym. Więc czasami snułem się w kierunku lustra, aby nagle spojrzeć w nie trwożliwie i pospiesznie tak, by w porę móc uciec przed swoim wizerunkiem. I ze zdumieniem widziałem tam twarz naznaczoną cierpieniem, ale twarz dosyć jeszcze przystojnego faceta. Wyglądałem o tyle lepiej niż się czułem, że budziło to moje zdumienie, chociaż stan, w jakim byłem, nie sprzyjał  zdumieniu.  Gdyby wylądowali  na  moim  balkonie  Marsjanie i przyssali swoje czułki do szyby  nie zdziwiłbym się. Zapewne moją pierwszą  myślą byłoby "Może  mają  jakieś skuteczne  lekarstwo  na depresję? A jeśli przybyliby zgładzić świat? To jestem gotowy."
Wiem, że zieleń jest zielona, ma nawet różne odcienie, ale nie dla mnie, wiem, że zdarzyło się przed chwilą coś zabawnego na ulicy, nie dla mnie. Im więcej i mocniej się dzieje, im weselej, tym bardziej boli, że nie dla mnie. Ale największe cierpienia sprawia mi melodyjka samochodu,  który  rozwozi  lody  i swoją  radosną  katarynką  zapowiada słodkie wesele.

Gdy człowiek umiera, od razu zaczyna plenić się wokół niego zapomnienie. Dobrze jest czasem wyobrazić sobie, jak się jest zapomnianym. Pójść alejami starego, umierającego cmentarza z myślą, że każdy grób jest twoim grobem. Sami nieustannie zapominamy innych i siebie, proces  rozkładu  pamięci  bywa  równie niezbędną  jak  wszystkie  inne formy rozkładu. Zapominamy też swoją przeszłość, niby jest, a nie ma jej. Po co więc przejmować się przeszłością i przyszłością? Przeszłość to była  przyszłość,  a przyszłość  to  przyszła  przeszłość.  Jest w upływie czasu jakie wielkie oszustwo, na które dajemy się nabrać. Jakbyśmy byli w obcęgach wczoraj i jutro. Szczęśliwi, którzy ujrzeli, że tych obcęgów nie ma, jest tylko nasze o nich wyobrażenie. Budda gładzi się po brzuszku i uśmiecha się. A ja jestem jak zardzewiały gwóźdź, gdzie mi do Buddy.

Uczucie zimna, jakby ktoś otworzył po kryjomu okna na Antarktydę. Ale ten chłód płynie z moich głębin. Nic nie pomoże okrywanie się swetrami i kocami. Okrywam tylko ciało, gdy marznie dusza. 


Coraz częściej znajdowałem się na granicy między stanem źle i bardzo źle a jako tako. Zdarzało się, że przekraczałem tę granicę kilka razy dziennie, czasami wielekroć podczas godziny, kilka razy podczas minuty. Nie  potrafiłem  sam  za  sobą  nadążać.  Czasami  zakopywałem  ból  jak pies  kość,  rozglądając  się  nieufnie  na  boki,  kiedy  indziej  ból  znikał, odcięty  niewidocznym  ostrzem.  Ale  szybko  wracał,  drapieżnik, bywało, że nagle skakał mi na kark. Wżerał się w głowę, rozsiadał się w klatce piersiowej, zadomawiał się w stopach, które mi cierpły. 

Wielki pożytek z depresji - jeśli staniesz na chwilę w środku między nią a zdrowym światem, to już wiesz, czego ten świat nie wie, chociaż gębę ma pełną pięknych frazesów  "w s z y s c y   s ą   r ó w n i e  w a ż n i   a l b o   r ó w n i e   n i e w a ż n i."

Fragment "Rzeki podziemnej" autorstwa Tomasza Jastruna. Powieść ta jest zapisem prawdziwej walki osoby cierpiącej na depresję. Jeśli chcesz poznać inne historie osób, które wygrały z depresją, zajrzyj tutaj.

poniedziałek, 25 lutego 2013

Zapiski z dna - Obecność boli


"(...) Noc, mimo niepewności snu, który jest chemiczny, mdły i chwiejny, noc, mimo wszystko, niesie pewną nadzieję. Na chwilę nieobecności.  Skoro obecność boli, nieobecność wydaje się luksusem. Jak więc nie myśleć o samobójstwie, choćby od czasu do czasu. Jak łatwo mi się to pisze, jakby to była wzmianka o wypiciu małej czarnej.

Po co płynie czas? Ludzie zwykle nie zadają sobie takiego pytania. Po prostu wydaje im się, że wiedzą.  Wie chłopak, kiedy czeka na dziewczynę. Zwykle jednak nie zastanawiamy się, po co płynie czas. Od chwili, gdy nastała dla mnie godzina D, ani przez chwilę nie miałem wątpliwości czas płynie, by mnie  bolało.  Ten  ból  bywał  płytki albo głęboki, wąski lub szeroki, czasami bywał nawet biały, ale zawsze był.  I aż  za  dobrze  wiedziałem,  po  co  jest  następny  dzień.  Abym cierpiał. To nigdy nie będzie nowy dzień, zawsze będzie stary dzień. 


Niepokój przychodził nagle jak dziki zwierz. Nie miał wyraźnego koloru oczu ani barwy sierści. Czułem tylko jego oddech. I już wiedziałem, że nie  będę  mógł  usiedzieć  na  miejscu.  Zdarzało  się,  że  chodziłem  tam i z powrotem, jakby wstępował we mnie duch cierpiącego na sierocą chorobę  zwierzaka  za  kratami  w zoo.  Na  początku  niepokój  nie  miał imienia, potem bez trudu rozsiadał się w fotelu jak wielki pan, a zarazem mój dobry znajomy. Miewał oblicze lęku o zdrowie, takie zdrowie to tysiące możliwych chorób, nic tylko wybierać. Był lękiem o pieniądze, te pieniądze w naszym świecie są tak częstym źródłem niepokoju, że ten niepokój wydawał się banalny, ale jego barwa była purpurowa. Bałem się, że zepsuje mi się komputer. (...) "


Fragment "Rzeki podziemnej" autorstwa Tomasza Jastruna.
Powieść ta jest zapisem prawdziwej walki osoby cierpiącej na depresję. Jeśli chcesz poznać inne historie osób, które wygrały z depresją, zajrzyj tutaj.

poniedziałek, 11 lutego 2013

Zapiski z dna - godzina D.



"(...)
Te zapiski powinny być szarpane, jak bywają rany. A są gładkie jak bywa kamień.

Kiedy budziłem się rano, próbowałem zatrzymać sny, były zwykle makabryczne, ale zdarzały się inne, te próbowałem przechować pod powieką. Snów jednak nie da się zatrzymać. I stawał przede mną nowy dzień, mdły, zamazany. I już wiedziałem  znowu znalazłem się w izbie tortur.

Świat  przestał  istnieć,  miejsce  po  nim  wypełniłem  sobą  po  brzegi. Stałem  się  wszystkimi  szpitalami  i cmentarzami  świata.  Uśmiechy i chwile szczęścia szeleściły pod nogami jak uschnięte liście. Jedynie ci, którzy żyją poza sobą, służąc innym, mogą być szczęśliwi, a ja byłem skazany tylko na siebie, na dożywocie.
I już  nawet  nie  sprawiały  mi  radości  ostatnie  znaki  braterstwa,  jakie przesyłamy sobie w naszej coraz bardziej egocentrycznej społeczności,  mruganie  światłami  stopu  w podzięce  za  gest  samochodowej uprzejmości.

Jeśli  kiedykolwiek  byłeś  arogancki  wobec  ludzkiej  biedy,  cierpienia, wiesz, że teraz za to płacisz. Z drugiej strony przecież nie wierzysz w karę za grzechy, za to wierzysz, że ból został zesłany na ciebie zupełnie bezinteresownie. Człowiek potrafi mieścić w sobie wiele wiary i równie wiele nie-wiary.

Jak mierzyć skalę cierpienia? Kiedy staje się z nim oko w oko, okazuje się, że cierpienie nie ma skali, jest równie względne, jak bezwzględne. A oko w oko oznacza, że jego oko jest zarazem twoim okiem, chociaż nie chcesz w to uwierzyć, ono co chwila przypomina ci o tym.

Do tej pory nie wiedziałem, że czas tak dosłownie składa się z chwil. Teraz nie mogłem ich przeoczyć, każda bolała.


Jak  wszyscy  w naszych  czasach,  gdy  podupada  wiara  w życie pozagrobowe, unikałem umierających i chorych, przypominają nam, że nikt się nie wymknie. Ale zdarzało się, że spotykałem ludzi z nieuchronnym wyrokiem, byli pogodni i spokojni. Mając mało czasu, celebrowali  każdą  chwilę,  w takiej  właśnie  celebracji  mieszka  szczęście. Dotknięci  godziną  D nie  mogą  skorzystać  z przywileju  celebrowania czasu. Czas płynie boleśnie, jakby był opleciony kolczastym drutem. Oto jest horror z tobą w roli głównej. Autor nie miał dla ciebie litości. W scenariuszu jest co prawda kilka gorzkich uśmiechów, ale to właśnie one są najmniej prawdziwe w tym spektaklu."

Fragment "Rzeki podziemnej" autorstwa Tomasza Jastruna.
Powieść ta jest zapisem prawdziwej walki osoby cierpiącej na depresję. Jeśli chcesz poznać inne historie osób, które wygrały z depresją, zajrzyj tutaj.